sobota, 14 stycznia 2017

Nowości - czyli moje dwie zdobycze

Witam serdecznie moich Czytelników :-) 

  Uwielbiam nowości wydawnicze dotyczące okresu II Wojny Światowej nie mniej, niż starocie z lat świeżo powojennych, w których jeszcze ,,na gorąco" spisywano pamiętniki. Ale dzisiaj właśnie o nowościach.

  Ponieważ będę miała przez kilka dni troszkę więcej czasu, udałam się na ,,łowy". W osiedlowej bibliotece udało mi się (dosłownie - udało) wypożyczyć dwie książki, które spotkały się z taką poczytnością, że miałam wielkie szczęście trafić na nie zupełnie przypadkowo, w okresie pomiędzy kolejnymi wypożyczeniami. Jak wiadomo - przypadków nie ma :-) dlatego dzisiaj podzielę się z Wami tytułami i opisami tych pozycji, byście i Wy mogli sprawdzić, co ciekawego te tomy zawierają, gdyż są pełne ciekawych i wzruszających opowiadań osób, które przeżyły Holocaust. 



,,Pamięć jest naszym domem" Suzanna Eibuszyc

To wzruszająca historia opowiedziana głosem dwóch kobiet – matki i córki. Wspomnienia Romy Talasiewicz-Eibuszyc, polskiej Żydówki żyjącej w okresie Holocaustu, które przetłumaczyła jej córka – Suzanna, dodając do tego swoje komentarze, ukazują dramatyczne czasy z perspektywy zwykłej kobiety. Bieda, cierpienie, wszechotaczająca śmierć koegzystuje tu z wyobrażeniami, marzeniami młodej dziewczyny, która, o czym często zapomina się we współczesnych podaniach dotyczących II Wojny Światowej, okazuje się przypominać zwyczajną nastolatkę.



 źródło: http://www.kulturatka.pl/2016/08/17/o-traumie-przekazywanej-genetycznie-pamiec-jest-naszym-domem-suzanny-eibuszyc-recenzja/





,,Bunkier" Chaim Icel Goldstein

 Trwanie siedmiorga "robinsonów" w zasypanej piwnicy wśród ruin pustej popowstaniowej Warszawy. Momenty szczególnego zagrożenia: ludzkie głosy dochodzące z kanałów; pierwszy śnieg, odcinający drogi ku pożywieniu. Wola przetrwania, która z tej małej społeczności czyni wspólnotę gotową do walki z poczuciem beznadziejności, daje szansę wyzwolenia, wbrew nieustannemu zagrożeniu śmiercią.
Sześciu mężczyzn i kobieta - mierzą się z własną naturą w ekstremalnych warunkach. Dzięki determinacji, ale też wrażliwości, wszystkim udaje się dotrwać do momentu ocalenia.





 źródło: http://ksiegarnia.pwn.pl/Bunkier,68707790,p.html



 Zabieram się do czytania :) A Wy, czytaliście już te wspaniałe zapowiadające się książki? 

Pozdrawiam!














 

sobota, 3 grudnia 2016

Lekcja historii: Opłatek na obcej ziemi.

Witajcie!

Zapraszam serdecznie na bardzo ciekawe, wzruszające wydarzenie historyczne w Warszawie.




,, Klęska wrześniowa nie była końcem udziału Polaków w II wojnie światowej. Tysiące polskich żołnierzy już w 1939 roku przez Rumunię, Włochy czy Jugosławię przedzierało się na zachód do sojuszniczej Francji i Anglii. Inni, po nawiązaniu ponownych stosunków dyplomatycznych z ZSRR zaciągali się masowo do formowanej armii generała Andersa. Obawiając się jednak czerwonego sojusznika, ewakuowali się oni do Iranu...Przez prawie 6 lat obchodzili na obczyźnie swoje święta, w tym święta Bożego Narodzenia. "

źródło: http://www.dobroni.pl/n/lekcja-historii/19016



 Spotkanie odbędzie się 5 grudnia 2016 roku w Sali 108 w budynku Dydaktyczno-Administracyjnym Wydziału Historii UW,
o godzinie 18.30.
Wstęp wolny!









czwartek, 1 września 2016

PRAGA GADA - Zakupy u Żydów, makagigi, bazar

Witajcie!

Czy wiecie co to jest żydowskie palone makagigi, jak się jadało minogi albo co Warszawiacy z Pragi kupowali w mydlarni czy na Bazarze Różyckiego? Ile gatunków pieczywa w różnych wyszukanych kształtach można było kupić w żydowskiej piekarni? A może wiecie, jak przyrządzano koninę i jakiego zapachu prawdziwej wędliny nie może zapomnieć pewna mieszkanka przedwojennej Pragi? 

Jeśli nie wiecie - to zapraszam na wspaniałą stronę PRAGA GADA, gdzie odnajdziecie mnóstwo wspaniałych audio-dokumentów, wywiadów z Prażanami pamiętającymi Pragę przedwojenną i z czasów II Wojny Światowej.  Wzruszające wspomnienia w wersji do posłuchania. Polecam! :-)

http://www.pragagada.pl/epizod.php?id=174&l=13,61,92,108,109,110,111,131,142,172,174,167









źródło: http://www.pragagada.pl/index.php

czwartek, 18 sierpnia 2016

WIECZORNA LEKTURA

Witajcie!

Uwielbiam zrelaksować się wieczorem zatopiona w ciekawą lekturę. Kto nie lubi? :-) Jednak nie każdy potrafi uwierzyć, że tematyka wojenna jest mi tak bliska, (chociażby dlatego, że mój pradziadek uciekł z obozu w Oświęcimiu) że lektura jej przed snem - relaksuje mnie i sprawia mi równie dużą przyjemność, jak lektura poradnika life-stylowego, czy też z zakresu robotyki, którą interesuję się prawie równie mocno. 

A jednak! I taka książka może zrelaksować, uzupełnić nasz wieczorny rytuał czytania o kolejne ciekawe szczegóły, przeżycia innych ludzi, opis nieznanych jeszcze tajemniczych zakątków ówczesnego miasta.

Dzisiaj wybrałam książkę, na którą zwróciłam uwagę w bibliotece i od razu zapragnęłam ją przeczytać. Dość niewielka objętościowo, ale podzielona na trzy ciekawe części, w tym dwie dotyczące Warszawskiego Getta, Powstania Warszawskiego, popowstaniowej tułaczki. Uwielbiam takie dzienniki, dlatego dziś wieczorem zaczynam czytać właśnie ,,Jak ginąć, to razem" semickiego autora Gustawa Kerszmana. 

A po jaką lekturę Wy najchętniej sięgacie przed snem? 



sobota, 16 lipca 2016

REDUTA MAGNET BRUHN WERKE - NA MOKOTOWIE

Witajcie!

   Dzisiaj chcę przedstawić dwie fotografie pomnika Reduty mokotowskiej, która zaciekawiła mnie na którymś z moich kolejnych ,,badawczych" spacerów historycznych :-)

   Reduta ta istniała podczas Powstania Warszawskiego u zbiegu ulic Belwederskiej i Promenada. 
Walcząca kompania ,,Withala", ,,Granat" oraz wspierająca je kompania B3 Pułku ,,Baszta" i dyw. Ułanów ,,Jeleń" skoncentrowała się w gmachu fabryki „Magnet” przy ul. Promenada 1 oraz w zakładach samochodowych Zygmunta Popławskiego przy al. Belwederskiej 10.
   Żołnierze bronili tego obiektu od 17 sierpnia do 22 września 1944 roku.

Upamiętniający głaz z tablicą mówi nam, iż:
 „Tu była reduta Armii Krajowej Magnet Bruhn Werke strategiczny punkt powstania bohatersko broniony od 17 08 do 22 09 1944 przez kompanię 02 Withala wspieraną przez kompanie B3 oraz grupę art Granat dyw. Ułanów Jeleń. Poległym cześć”.





poniedziałek, 30 maja 2016

II LINIA METRA - NIECO... OPÓŹNIONA? CIEKAWOSTKA.



Witajcie!

Budowa II linii metra, oprócz odczucia fali zmian i uniedogodnień związanych z jej budową, przypomniała mi również pewną ciekawostkę. Stare to dzieje, ale nie każdy wie, iż ,,Projekt drogi pod rzeką Wisłą" miał już miejsce w 1828 roku!!! Jak wspomina autor dzieła ,,Moja Praga" Paweł Elsztein, próbne wiercenia rozpoczęto na Pradze w 1927 roku, a dopiero w 1938 roku z inicjatywy Prezydenta Starzyńskiego zostało utworzone Biuro Studiów Kolei Podziemnej przy Dyrekcji Tramwajów. Niestety zabrakło... funduszy.


źródło: Paweł Elsztein, ,,Moja Praga" str. 323


Kolejną oficjalną próbę podjęto w roku 1958, (a już w latach latach 1954-1957 prace prowadzono tylko na Targówku. W okolicach ulic Radzymińskiej, Szwedzkiej i Naczelnikowskiej wybudowano komorę rozjazdową (kubatura ok. 7000 m³) oraz tunel szlakowy o średnicy 6 m i długości 1270 m. W tym miejscu zaprojektowano stację techniczno-postojową metra) niestety, trudności geologiczne, techniczne i znów - finansowe zatrzymały budowę metra głębokiego, a po tych pracach pozostał doświadczalny odcinek tunelu o długości około 1 km, wykorzystywany później jako magazyny, resztę tuneli zasypano piachem bądź zalano wodą, część tunelu przeznaczono na leżakownię win importowanych... Gdyby jednak miało się udać, projekt linii wyglądał tak:




 źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Historia_budowy_metra_w_Warszawie#/media/File:PL_Warsaw_Metro_1953.svg




Jest rok 1974, powstaje Dyrekcja Budowy Metra, powrócono do idei budowy metra płytkiego, z Kabat do Młocin, rezultatem prac projektowych prowadzonych w latach 70. były plany sieci metra składającej się z trzech linii. Niestety, niekorzystne warunki gruntowe i cięcia budżetowe znów uniemożliwiły budowę, a na początku lat 80-tych projekt wyglądał tak: 





 źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Historia_budowy_metra_w_Warszawie#/media/File:Metro_warszawskie_schemat_lata80.svg



Zakończenie budowy I linii metra nastąpiło oficjalnie 25 października 2008 r. wraz z ostatnimi trzema stacjami i węzłem przesiadkowym Młociny. II linia zaś, dopiero teraz, czyli nieco opóźniona w stosunku do pierwotnego terminu w 1828 roku ale - jak to się mówi - co nagle to po diable ;-) 




źródło: http://www.metro.waw.pl/ii-linia-metra-109



Ciekawostki:

-Na odcinku między stacjami A18 Plac Wilsona i A19 Marymont znajduje się zabytkowy kolektor ściekowy zaprojektowany przez Williama Lindleya w 1886 r. Podczas powstania warszawskiego powstańcy przechodzili nim ze Śródmieścia na Żoliborz. Historyczny kolektor pozostał na swoim miejscu, tunel metra został wydrążony pod nim.

-W trakcie prac na powierzchni przy stacji metra A18 Plac Wilsona odkryto zabytkową brukowaną nawierzchnię ulicy. „Kocie łby” to typowa nawierzchnia przedwojennych warszawskich dróg.

-W tunelu budowanym pomiędzy stacjami A17 Dworzec Gdański i A18 Plac Wilsona robotnicy natknęli się na zapomniany, zabytkowy kolektor burzowy, powstały w 1932. Plany budowlane metra nie uwzględniały tej budowli. Kolektor był elementem kanalizacji wokół Cytadeli Warszawskiej. Kolektor został przebudowany tak, aby nie kolidował z metrem i pełnił dalej swoją funkcję.

źródło:  https://pl.wikipedia.org/wiki/Historia_budowy_metra_w_Warszawie#Lata_50.

sobota, 9 kwietnia 2016

Skąd brać jedzenie?? Czyli: aprowizacja ludności cywilnej w Powstaniu Warszawskim

Witajcie!

Wiele już napisano o tym, w jaki sposób Powstańcy radzili sobie z głodem zjadając m.in. koty, psy osiedlowe, a ,,zupę - pluj" gotując z ziaren pobranych z fabryki Haberbusch'a i Schiele. 

Mniej jednak wspomina się o ludności cywilnej, dzieciach, niemowlętach, które ciężko było wykarmić, a czasami nawet utrzymać przy życiu, gdyż kobiety ze strachu i niedożywienia traciły pokarm. Były też nieludzkie sytuacje przywłaszczania sobie mleka, czy po prostu krowy, której mleko było niejednokrotnie jedynym źródłem podtrzymania życia niemowląt. Oprócz tego trzeba też było wykarmić pogorzelców, uciekinierów z innych dzielnic, bezdomnych.

Mając na uwadze, że własne zapasy ludności (o ile były) kończyły się, a pomysłów na wyżywienie z biegiem dni Powstania zaczynało już braknąć, powstały różnego rodzaju kuchnie, punkty dożywiania osób cywilnych, placówki, o których nie każdy dziś wie, a były naprawdę zasłużone dla mieszkańców. Jak dla mnie to spora ciekawostka, że organizacja była tak znakomita, a podział tych placówek tak szczegółowy.
 

Działały następujące rodzaje kuchni dla osób cywilnych:

1. kuchnie prywatne - (organizowane przez osoby dysponujące większą ilością zapasów) 

2. domowe - (organizowane przez komitety domowe) przeznaczone przede wszystkim dla mieszkańców  danego domu i przebywających w nim uciekinierów, bezdomnych i pogorzelców

3. blokowe - (organizowane przez komitety blokowe) dla mieszkańców danego bloku, kamienicy

4. organizowane lub wspierane przez RGO

5. Delegatury Rządu na Kraj - dla ludności cywilnej

6. kolonijne - (Żoliborz) dla mieszkańców danej kolonii

7. klatkowe - (Żoliborz) dla mieszkańców danej klatki schodowej i organizowane wg klatek schodowych

8. ośrodki samopomocy społecznej  (np. punkt żywnościowy żywnościowy mieszkalny przy ul. Hożej 28)

9. organizowane przez Kościół  (prowadzone przez siostry zakonne, wykorzystujące przede wszystkim zapasy własne, czasami wspierane przez AK lub RGO)

10. Komitetu Opieki nad Uchodźcami - Mokotów

11. dla dzieci od 3 do 14 lat (organizowane najczęściej przez Harcerzy)  - ul. Zgoda, Chmielna, Złota

12. mleczne - (dla niemowląt, których matki straciły pokarm, oraz dla małych dzieci) przy udziale lekarzy, Pogotowia Harcerskiego oraz Wojskowej Służby Społeczno-Informacyjnej

13.Wydziału Pomocy i Opieki nad Ludnością (organizowane przez Milicję PPS)

14. pracownicze - dla mieszkańców domów przyzakładowych

15. przetokowe - dla ludności cywilnej pozbawionych swoich domów i dobytku, mieściły się w tzw. punktach przetokowych lub schroniskach przetokowych - ul. Wspólna 7, ul. Nowogrodzka 21


Jak widzimy było tych placówek całkiem sporo i szczerze mówiąc można z pełną odpowiedzialnością przypuszczać, ze mieliśmy jedną z najlepiej zorganizowanych samopomocy i aprowizacji.






źródło: Agnieszka Cubała: Życie codzienne powstańczej Warszawy
źródło: http://wyborcza.pl/alehistoria/1,139908,16382610,One_musza_przetrwac__Najmlodsze_dzieci_w_Powstaniu.html?disableRedirects=true

czwartek, 3 marca 2016

Wielowymiarowa Warszawa Marii Dąbrowskiej

Witam serdecznie!


Ostatnio pewna starsza Pani bibliotekarka poleciła mi wspaniałą, nową książkę wartą uwagi każdego Warszawiaka, Varsavianisty i myślę, że nawet każdego Polaka. To  ,,Warszawa Marii Dąbrowskiej" Ewa Manowiecka, Tomasz M. Lerski.

Większość z nas kojarzy zapewne twórczość Marii Dąbrowskiej. Pozycja ta została wydana w związku z pięćdziesiątą rocznicą śmierci autorki, a przeplatana jest cytatami  z tejże twórczości, które stały się przyczynkiem do stworzenia tego wspaniałego, można powiedzieć - szczegółowego, wielowymiarowego studium warszawskiego. 

Książka obejmuje kilkanaście okresów Miasta od 1905 do 1946 roku. Wspaniałe i w ogromnej ilości fotografie oraz ciekawostki i niuanse w bogatych merytorycznie cytatach tej wspaniałej autorki, pochłaniają wprost uwagę i uruchamiają naszą wyobraźnię. Możemy porównywać, współczuć, przerazić się i śmiać, cieszyć się, że mamy co jeść, gdzie mieszkać, w co się ubrać... czytając np. ten fragment autentycznej rozmowy przytoczony w rozdziale V.

,, - Na Wiśle mieszkałam czterdzieści lat proszę Pani[...]
- Na Wiśle? - pytam.
- My mieli domek własny, na takim pomoście. My jesteśmy rybacy.[...]
- Ach, rybacy!
- Nam było dobrze na Wiśle. Jak mąż wyjechał o świcie, nałapał ryb, Żydówka potem przychodziła i dużo się zawsze utargowało. Wszystko my mieli. Nawet kury sobie chowałam i prosiaka. 
- Na tym pomoście?
- Na tym. Chlewik my tam mieli, wszystko. I jeść było co. [...]
- Było i przeszło - dodała smutno.[...]"


Czy to nie jest piękne? Samo życie - piękne i smutne. Czyż nie doceniamy tego co mamy czytając coś takiego? Bieżąca woda, kanalizacja, kuchenka, elektryczność, nie mówiąc o komputerach, telefonach itp. Tamci ludzie znad Wisły tego nie mieli. I byli szczęśliwi - dopóki nie weszli Niemcy...

Serdecznie polecam przeczytanie tej wyjątkowej książki!











 


 

środa, 17 lutego 2016

Przedwojenne kosmetyki Warszawianek i nie tylko

Witam serdecznie,

Dziś tematyka raczej kobieca, jak dla mnie nieco wzruszająca i lekko sentymentalna :-) Choć to nie do końca ,,moja" branża, to taki kosmetyczny skok wstecz jest dla mnie czymś bardzo przyjemnym i zapraszam Was do wspólnego pooglądania. 


Między dzisiejszymi a przedwojennymi kosmetykami - czy to do pielęgnacji, czy też kolorowymi - jest spora różnica, nawet przepaść, aczkolwiek wiele osób zastanawia się jak to wówczas wyglądało, czego używały m.in. Warszawianki, jakie firmy wypuszczały w Warszawie kosmetyki, jak one wyglądały, co obiecywał producent itp.

Szperając w sieci możemy natknąć się na sporo obecnych zdjęć tego, co z kosmetyków bądź opakowań przetrwało, jak też i na reklamy produktów kosmetycznych z tamtej epoki. Chciałabym zebrać tu kilka moim zdaniem ciekawych perełek:



 Słoiczek po kremie Metamorphosa (Fabryka Kosmetyków i Perfumerji Tow. Cazimi, Warszawa, lata 30. XXw.) Zwróćcie uwagę na kolory! Zachowały wspaniałe nasycenie.




Pudełeczko po pudrze ,,Tokalon" 



 A tu krem sportowy naszej do dziś istniejącej firmy ,,Miraculum" :) a raczej pudełko po nim.




Prawdziwa perełka - Złocona szminka Max Factor Hollywood 


To tylko część z moich ulubionych kosmetyków na długiej liście przedwojennych. Zostawcie w komentarzach swoje propozycje. Pozdrawiam! :)



źródła: http://cosmeticandhouseholdmuseum.com
http://imged.pl/zlocona-przedwojenna-szminka-max-factor-hollywood-3673409.html

środa, 13 stycznia 2016

ZAPRASZAM NA SPOTKANIE Z POWSTAŃCEM! 16.01.2016


WITAM SERDECZNIE I ZAPRASZAM WSZYSTKICH W SOBOTĘ NA SPOTKANIE ZE ŚWIADKIEM HISTORII NASZEGO MIASTA! :-)



Stowarzyszenie Pamięci Powstania Warszawskiego 1944
serdecznie zaprasza na spotkanie z
Jerzym Kośnikiem ps. „Promyk”
żołnierzem batalionu AK „Oaza”.

Czas: 16 stycznia 2015 r. (sobota) o godz. 11.00.
Miejsce: sala im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego
w Muzeum Powstania Warszawskiego w Warszawie
ul. Grzybowska 79, wejście od ul. Przyokopowej.

Wspomnienia
Jerzego Kośnika
znajdują się na stronie:



wtorek, 1 grudnia 2015

Spacer po Szmulkach

Witajcie!

Już grudzień, grudzień :) prawdziwa zima za pasem!  A ja mam dla Was zdjęcia z jesiennego spaceru, na który wybrałam się kilka tygodni temu z moją Babcią - równie wielką miłośniczką starej Warszawy. 

Szmulowizna...  Dla mnie jest to miejsce, w którym czas zatrzymał się po II Wojnie Światowej. Spacerując po tych obszarach i patrząc na budynki oraz toczące się tam życie, odnoszę wrażenie, jakbym znalazła się w innym świecie. Podczas tej niezwykłej podróży bez zmiany miejsca, zrobiłam kilka zdjęć, które przepięknie oddają klimat Szmulek. 

Ale najpierw kilka faktów.
Jak możemy dowiedzieć się chociażby z Wikipedii ,,...Szmulowizna, kiedyś także Szmulowszczyzna, Szmulewizna, potocznie Szmulki – osiedle w dzielnicy Praga-Północ w Warszawie i obszar warszawskiego MSI. Nazwa Szmulowizna pochodzi od imienia właściciela tych gruntów Szmula (Samuela) Jakubowicza Sonnenberga, zwanego Zbytkowerem (Zbitkawerem) (1756-1801), żydowskiego kupca, bankiera, faktora, protegowanego króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, protoplasty rodu Bergsonów, w tym filozofa Henryka Bergsona. Ten najbogatszy żyd warszawski zrobił znaczny majątek na dostawach dla wojska rosyjskiego. Zbiegł po wybuchu powstania kościuszkowskiego. Jego niektóre zakłady m.in: garbarnię, młyn na Golędzinowie przejęły władze powstańcze..."


Oto kilka budynków, które ujęły mnie klimatem i ,,duszą"

                 Poorana kulami przepiękna kamienica z 1917 roku, o czym możemy dowiedzieć się z    zachowanego na elewacji wyrytego napisu. Zdjęcie robione od ul. Wiosennej.



ul. Wołomińska 24 - lokatorzy dawno już zapomnieli o balkonach...




    ul. Radzymińska 16



 
I znowu Wiosenna... trochę przypomina to więzienie ;)



A teraz kilka zdjęć przypadkowo zrobionych również na Szmulowiźnie, bez konkretnego adresu - aczkolwiek mają coś w sobie...



Figurka z 1908 roku.



Trochę zieleni a w tle....


Przepiękne podwórko - studnia z okupacyjną kapliczką.



Jeśli ktoś ma wiedzę i ochotę to zapraszam serdecznie do wpisywania w komentarzach ulic i numerów przedstawionych powyżej trzech miejsc. Miłego grudnia :) 

środa, 11 listopada 2015

ŚWIĘTO NIEPODLEGŁOŚCI 11 listopada za okupacji

Witam Was serdecznie!


Jak wyglądały warunki obchodzenia Święta Niepodległości w Polsce w czasach okupacji niemieckiej? Jak radzili sobie Polacy tłumiąc ekspresję swoich emocji i konspiracyjnie, w małych gronach  dając im tylko częściowo upust? Przecież nie można było wywiesić flagi, pójść na żaden pochód... nic. Zobaczmy relacje.



Sabina Sebyłowa w swoim pamiętniku wydanym w książce ,,Notatki z Prawobrzeżnej Warszawy" wspomina:

,,...Niemcy wciąż aresztują Polaków. Przed dzisiejszym świętem niepodległości wzięli dodatkową ilość zakładników. Przecież to nie tylko nasze święto narodowe. Także rocznica zawieszenia broni po niemieckiej kapitulacji podczas tamtej wojny. W 1918 roku..."



Relacja Pani Marii Sowy (Lublin)

,,...W tym okresie, kiedy brałam udział w konspiracji - jak miałam 15 lat wstąpiłam do Armii Krajowej - to w takie święta jak 3 Maja i 11 Listopada spotykaliśmy się, mieliśmy często zebrania w różnych rejonach miasta, i wtedy właśnie opowiadaliśmy sobie, kto co wiedział, swoje spostrzeżenia. Śpiewało się piosenki, cichutko oczywiście bardzo, jakieś legionowe i to były takie spotkania patriotyczne bardzo.
Ludzie, którzy kochali swój kraj, którzy wiedzieli co to jest 3 Maja, co to jest Święto Niepodległości, to tego dnia zawsze wspominali. Rodzice opowiadali dzieciom. Dzieci miały niedosyt tych wiadomości. O tym się mówiło, po prostu czuło się, że jest to święto, kartka była nie czerwona, ale my Polacy wiedzieliśmy, że dzisiaj na przykład jest Święto Niepodległości 11 Listopada, czy święto 3 Maja. Co można było więcej zrobić za okupacji? Nie można było wywiesić flagi, nie można było się afiszować z niczym"
 
źródło:http://tnn.pl/himow_relacja.php?idhm=1026&f_2h_relacjePage=2 


Wtedy nic nie mogliśmy. Dzisiaj możemy i ta wolność jest wspaniała. Dziękuję w głębi duszy wszystkim, którzy walczyli.


 

niedziela, 1 listopada 2015

ZABYTKOWE BUDYNKI ZAJEZDNI TRAMWAJOWEJ NA PRADZE

Witajcie!

Będąc niedawno na spacerze, na który cieszyłam się już od jakiegoś czasu, miałam okazję zobaczyć, dotknąć i uwiecznić na fotografiach wspaniałe budynki - zbudowaną w 1925 roku przy ul. Kawęczyńskiej kamienicę w eklektycznym stylu, jako zabudowanie dla pracowników Tramwai Warszawskich oraz część boczną kompleksu hali tramwajowych. Te wspaniałe okazy i zabytki naszej kultury przedwojennej przyciągnęły mnie w tamte okolice na kilka ładnych godzin. Spacer był udany :-) 


Tak wyglądała hala tramwajowa przed wojną w roku 1937 roku. Z boku widoczna część kamienicy.


źródło: www.wikipedia.pl



A oto obecne moje zdjęcia. 

Przepiękna kamienica zaprojektowana przez znanego warszawskiego architekta Juliusza Dzierżanowskiego.
Od 2007 r. wpisana przez  Mazowieckiego Konserwatora Zabytków do rejestru zabytków (A-732)
Zachwycają przede wszystkim detale i precyzja wykonania całej elewacji. 






Z prawej strony kamienicy - w głębi niewielkie zabudowanie z czerwonej cegły 


  

Długa i niska część zabudowania w okolicach samej hali tramwajowej



Już nie mogę doczekać się wiosny, która jak najbardziej będzie sprzyjała kolejnym odkrywczym spacerom, wyszukiwaniom ,,perełek", zwiedzaniom naszego Miasta.
Pozdrowienia! :-) 



poniedziałek, 5 października 2015

Wykopane pożydowskie (i nie tylko) pamiątki

Witajcie,


Wiele pożydowskich pamiątek zakopanych jest jeszcze pod Warszawską ziemią na terenie dawnego Getta jak również w innych rejonach miasta. Większa część z nich zapewne nigdy nie zostanie odkryta, no może - przypadkowo i będzie to raczej dzieło kolejnych i kolejnych pokoleń. 

Jak każdy koneser staroci największe emocje wzbudzają we mnie znaleziska pokazane w pełnej krasie, jeszcze zabrudzone, świeżo odkopane, jakby ,,wyjęte" z tamtych czasów. Wspaniałe rzeczy użytku codziennego odkopano w Warszawie albo przypadkowo, przy okazji jakichś prac, albo celowo - tak jak np. podczas kilkuetapowej akcji poszukiwania archiwum Bundu na terenie Ogrodu Krasińskich. Jeden z archeologów wyznał, że wśród odkrytych eksponatów największe wrażenie zrobiła na nim... zasuszona bułka.


Poniżej przedstawiam kilka z moich ulubionych zdjęć. Niektóre są tak piękne, że zapierają dech. Odnosi się wrażenie, że wtedy jest... teraz.



    Kubeczek z terenu Ogrodu Krasińskich - jakie żywe kolory po tylu latach! Wspaniała jakość



   Lalka z Getta... może jakieś dziecko miało dzięki niej nieliczne chwile radości





Czyjeś okulary -  podobne, noszone przez Żydów, można często zobaczyć w kronikach kręconych podczas okupacji na terenie Getta Warszawskiego





 Łyżeczka znaleziona na terenie Getta



Tacka wykopana na terenach dawnego Getta




Różne przedmioty gospodarstwa domowego wykopane na terenie Ogrodu Krasińskich
źródło: http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/1019414,Archiwum-Bundu-Szanse-na-znalezienie-coraz-mniejsze

źródło: https://www.google.com/culturalinstitute/asset-viewer/%C5%82y%C5%BCka-znaleziona-podczas-wykopalisk-na-terenie-by%C5%82ego-getta-warszawskiego/nQH-Ql-R7KsWvA?exhibitId=wR79btc0 

źródło: https://www.google.com/culturalinstitute/asset-viewer/lalka-z-warszawskiego-getta/GgEp8Hfj6MKO_w?exhibitId=wR79btc0

źródło: https://www.pinterest.com/annabakg/warsawghetto/





Jeśli znacie jeszcze jakieś źródła, które mogą pokazać nam ciekawe przedmioty wykopane na terenach Getta (lub okupowanej Warszawy w ogóle) - podzielcie się nimi w komentarzach. Pozdrawiam!

środa, 2 września 2015

SERIA: Życie za okupacji w Warszawie - cz. IV - NASTROJE, ODCZUCIA

Witajcie!

Z wielu opowiadań i pamiętników wywnioskować możemy, że nastroje w okupowanej Warszawie kształtowały się już od samego początku wojny całą paletą rozmaitości i przekrojem - od zdziwienia, bezsilności, strachu, żalu; po irytację, chęć zemsty, nadzieję, radość z działalności Podziemia i wiele innych odczuć. 

Zastanówmy się jakie czynniki kształtować mogły te negatywne i pozytywne odczucia.


- Zniszczenia domów mieszkalnych, szpitali, miejsc użyteczności publicznej - generalnie - całego miasta



źródło: http://wiadomosci.dziennik.pl/historia/wydarzenia/zdjecia/471021,11,warszawa-zbombardowana-przez-niemcow-upadek-warszawy-wrzesien-1939-walki-o-warszawe-ii-wojna-swiatowa-zdjecia.html




 -  Utworzenie Warszawskiego Getta i związane z tym restrykcje oraz nieludzkie rozporządzenia, obserwowanie przez Warszawiaków pierwszego widzianego przez nich miejsca zagłady Żydów



źródło: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Bundesarchiv_Bild_101I-270-0298-14,_Polen,_Ghetto_Warschau,_Br%C3%BCcke.jpg 



-  Brak odpowiedniej aprowizacji, kłopoty z higieną i podstawowym wyżywieniem, gdzie szczególnie ucierpiały dzieci i chorzy

 


 źródło: http://ojczyzna.pl/dzieciwojny/sasin.html




 A teraz odrobina radośniejszych emocji.

 - Działalność Podziemia, gdzie Armia Krajowa wiodła prym. Ludzi cieszył każdy najmniejszy sukces, sabotaż, najmniejsza akcja budziła radość, nadzieję i dumę, nie mówiąc już o takich przedsięwzięciach jak ,,Akcja Kutschera" i podobnych








 źródło: http://ipn.gov.pl/strony-zewnetrzne/wystawy/akcja_burza/html/plansza229d.html


 
 - Humor i drwina z okupanta - nie było nic lepszego na zszargane nerwy niż porządnie wyśmiać hitlerowców :-) i tu odsyłam do poprzedniej części z mojej serii  
http://starawarszawapw1944.blogspot.com/2012/09/okupacyjny-humor.html



źródło: http://www.dws.org.pl/viewtopic.php?f=20&t=133881 



 Pozdrawiam :-)

sobota, 1 sierpnia 2015

Losy cywilnych dzieci Warszawy 1944

Chwała Powstańcom!

Dziś w kolejną, 71-szą rocznicę Powstania Warszawskiego przypominamy sobie walczących bohaterów naszej stolicy, jak co roku odbywają się wspaniale oprawione uroczystości i spotkania z jeszcze żyjącymi uczestnikami Powstania. Jednak nie może ujść uwadze fakt, że chcąc - nie chcąc w Powstaniu brali udział również cywile. Nawet jeśli nie w walce praktycznej, to emocjonalnej... Najwrażliwszym punktem zawsze są i będą dla mnie w tej walce dzieci. Niesprawiedliwość dziejów? Urodzenie się w tzw. złym czasie? Pech? Dość, ze życie tych dzieci w czasie Powstania Warszawskiego i okupacji w ogóle - stało się z dnia na dzień dorosłe. 
Przytoczę tu fragment jednej z wielu pięknych relacji dzieci, które po Powstaniu wypędzone z Warszawy przeżywały kolejną gehennę. Serdecznie zapraszam na stronę http://www.banwar1944.eu/?ns_id=45 gdzie przeczytamy szereg wzruszający relacji tych, którzy wtedy byli tymi dziećmi...


Wywiad z Elżbietą Żakowicz-Prejzner
ur. 6 lipca 1936
Warszawa, 12.02.2007.
Rozmawiał: Stanisław Maliszewski


,,W czasie okupacji mieszkała Pani w śródmieściu Warszawy.Mieszkaliśmy przy ulicy Marszałkowskiej 25. My trzy - ja i dwie moje młodsze siostry, Katarzyna i Anna - tatuś, inżynier-architekt Mikołaj Żakowicz, i mama. Mieszkaliśmy w drugim podwórku, w bardzo ładnej kamienicy. Mieliśmy duże mieszkanie, pięciopokojowe, z dwoma wejściami - kuchennym i frontowym. Wiem, że frontowe wejście było przyozdobione secesyjnymi balustradami przy schodach. A dlatego tak pamiętam to, co było ładne, bo szybko wszystko stało się ohydne, brudne.
        I jeszcze taki blask - jesteśmy z siostrą, Kasią, w Parku Ujazdowskim, zachowało się zdjęcie: stoimy szczęśliwe, i nie takie chude, z kokardami, eleganckie na swój dziecięcy sposób, patrzymy radośnie w obiektyw aparatu jakiegoś fotografa, który pewnie biegał po parku i żył z robienia takich zdjęć. To zdjęcie moja mamusia, już wiosną czterdziestego piątego roku, wygrzebała ze śmieci i gruzów na podwórku naszego - jeszcze nie tak dawno pięknego - domu. Już spalonego; tylko niektóre mieszkania ocalały. I jeszcze jeden blask - tatuś przyjeżdża w czterdziestym czwartym roku, w lipcu, w moje imieniny (Elżbiety), przywozi mi książeczkę o Aniele Stróżu i pęk nasturcji - moich ukochanych kwiatów już na zawsze. Jesteśmy jeszcze na jakiejś łące, też pod Warszawą, na letnisku... I te zdjęcia to utrwalają. Są już szare, prawie niewidoczne. Siedzimy wszystkie trzy z tatusiem i z mamusią. I to były takie najradośniejsze chwile, które doceniam dopiero dzisiaj, kiedy jestem stara i wiem, że są już bezpowrotne.
      Wróciłyśmy z letniska do Warszawy 30 lipca czterdziestego czwartego roku. Tatuś twierdził, że lepiej, żebyśmy przerwały ten szczęśliwy pobyt wakacyjny i wróciły. Bo lepiej być razem. Kiedy jechałyśmy platformą (wtedy były takie wozy ciągnięte przez konie) z całym wakacyjnym dobytkiem - siedziałyśmy we trzy na szczycie tego wszystkiego -  kolejarze wołali do nas: "Gdzie pani ciągnie te dzieci do Warszawy, niech pani wraca!". Nie wiedziałyśmy, co oznaczają te słowa. Ale dzień później już było wiadomo.
       1 sierpnia wyszłyśmy przed piątą po południu przed dom - i natychmiast musiałyśmy wracać, bo się rozległa strzelanina, na ulicy były czołgi. I zamieszkałyśmy w piwnicy. Mamusia miała przygotowaną spiżarnię pełną jedzenia, tak, że mogłyśmy trwać przez długie miesiące tak zaopatrzone. Niestety, 3 sierpnia zostałyśmy z tego domu, z piwnicy, przepędzone przez Ukraińców chyba - żołnierzy w takich czarnych mundurach, z miotaczami ognia, z których do okien mieszkań strzelali czy też miotali ogniem. Nie mogłyśmy się już dostać do swojego mieszkania, tak, że zostało nam tylko to, co było przy nas w tej piwnicy. Przepadła ta spiżarnia z cudownym zaopatrzeniem, a myśmy poszły w głód i poniewierkę. Mamusia miała na sobie futro, chociaż było upalne lato, i tobół jakiś, może kołdra tam była, może poduszka. Jedzenia nie było, zostało w tej spiżarni.
I wszyscy zostali wyprowadzeni na ulicę?     Tak. Wszyscy zostaliśmy, przy okrzykach "Raus, raus!", wypędzeni przed dom. Był tam już tłum mieszkańców nie tylko naszego domu, ale również sąsiednich, którzy przedostawali się z ulicy Oleandrów, po desce umieszczonej nad dachami nad fabryką "Motor", do naszego domu. A to był ostatni dom, bo dalej Aleja Piłsudskiego i skwer. I wygarnęli nas wszystkich. Ci panowie z miotaczami ognia, z podwiniętymi czarnymi jakimiś koszulami, kubrakami, mundurami, zaczęli ustawiać nas pod murem domu. I nas też ustawili: mamusię - nie wiem, gdzie był tatuś - i nas trzy. Podszedł elegancki oficer niemiecki - w białych rękawiczkach, a jakże - odliczył: "Ein, zwei, drei!", bo myśmy wyglądały jak trojaczki, wszystkie ubrane jednakowo, i zabrał nas od tej ściany. I to był sygnał dla reszty tłumu - ktoś krzyknął "Uciekajmy!" i cały ten tłum się rzucił w stronę Placu Zbawiciela. To był niewielki odcinek, 200 metrów. Oczywiście trwała strzelanina, mamusia nawet upadła w pewnym momencie, ale się podniosła, nawet niedraśnięta; może się potknęła. Dobiegłyśmy do kościoła  Zbawiciela i tam odnalazłyśmy tatusia. I siedziałyśmy razem z powstańcami w podziemiach tego kościoła, gdzie były trumny, jakieś katakumby. Dla dziecka to było przerażające - takie trumny poustawiane. A w tych trumnach spali powstańcy - chyba były puste, nie wiem.
Ale zapamiętała Pani, że z cywilami byli również powstańcy?     Tak, byli tam też powstańcy. Tatuś zaczął mamusię nakłaniać, żebyśmy się przedostali nocą przez ulicę Mokotowską - bo ulica Mokotowska to była granica z tak zwaną "dzielnicą powstańczą".
To była linia frontu.     Tak. Żebyśmy się nocą przedostali i w ten sposób wyszli z tego osaczenia. A mamusia - i to są takie nieodwracalne decyzje - nie chciała. Ja niestety to słyszałam. Uważała, że jesteśmy my trzy i że jest to zbyt ryzykowne. Być może wtedy by się uratowało życie ojca, nie wiem. Ale nie zdecydowała się na to przejście i zostaliśmy w kościele.
     Następnego dnia poszłyśmy na górę na mszę. Ksiądz odprawiał mszę - i padł przed ołtarzem. Być może został zastrzelony - nie wiem. Pamiętam, że ksiądz upada - ja wtedy klękam i modlę się do Anioła Stróża. Wygarniają nas z tego kościoła. Tam było więcej ludzi. Gdzie byli w tym czasie powstańcy - nie wiem. To już była ludność cywilna - mężczyźni, kobiety, dzieci. Wyganiają nas przed kościół Zbawiciela, rozdzielają nas - mężczyzn i chłopców, takich większych młodzieńców - każą się kłaść na chodniku przed kościołem. Moja siostra, Kasia, która uwielbiała ojca, uwiesza się u jego ręki i ja widzę, że ojciec ma kilka zegarków na przegubie - bo się rękaw podciąga - i pokazuje ojciec te zegarki temu Ukraińcowi czy komuś. Nie wiem, kto zarządzał tą selekcją, bo tego nie pamiętam, byłam bardziej skupiona na widoku ojca i siostry -  to ostatnia scena, w której widzę ojca, i siostrę, wiszącą na jego przedramieniu, te zegarki, i krzyk jej straszny, i Ukraińca, czy innego wojskowego, który siostrę odrywa. Ojciec mój dobrze znał niemiecki i coś mówił do niego (a może po rosyjsku, bo rosyjski też mógł znać, jako że pochodził ze Wschodu, z okolic Stanisławowa) -  że ma jeszcze inne dzieci. Ale to też nic nie pomogło - tyle, że siostra się znalazła koło nas cała.
     Ci mężczyźni zostali tam, na tym chodniku, a nas pognano w stronę alei Szucha, na dziedziniec Gestapo. Tam pamiętam okna dobrze osłonięte workami z piachem i wycelowane w nas, w tę bezwładną, biedną gromadę kobiet i dzieci, bo tylko takie były osoby na tym dziedzińcu, pistolety - chyba maszynowe, jako dziecko nie byłam w stanie ocenić, co to było. I tam koczowałyśmy, całą noc - taką straszną noc rozjaśnianą łunami i opadającymi wielkimi płatami spalonych, nie wiem: papierów? Oczywiście nikt nie myślał o żadnym jedzeniu, o żadnej higienie, o niczym. Siedziało się tam w jednej wielkiej gromadzie.
     Następnie przeniesiono nas na Plac na Rozdrożu i tam siedziałyśmy. Robiono takie inscenizacje przed tymi biednymi kobietami i dziećmi: wózek - jak ryksza, tylko bez roweru - pełen trupów powyciąganych, prawdopodobnie powstańców, i powstaniec, miał opaskę nawet na ręce, ciągnący to - i ci żołnierze naśmiewający się i bijący go. I wtedy te kobiety i dzieci zaczęły śpiewać bodajże Kto się w opiekę odda Panu swemu. Niemców to chyba bardzo zdenerwowało.
     Formowała się jakaś kolumna, stały czołgi i samochody z czerwonym krzyżem - i nie wiem czy ten śpiew tak ich zmobilizował, w każdym razie, kto był z brzegu, to zgarniali i ustawiali wokół tej kolumny. I kolumna ruszyła. Podeszliśmy - długo nie szliśmy - do jakiejś barykady. Powstańcy nie strzelali. Ale kobiety krzyczały: "Strzelajcie!" I jacyś mali chłopcy zaczęli rzucać butelki z benzyną. Jeden czołg się zapalił, Niemcy w odwrocie, strzelanina, myśmy wszyscy zaczęli bezładnie uciekać - i do piwnicy. Ta barykada mogła być w pobliżu ulicy Skorupki czy Piusa XI, bo później w jakiś sposób znaleźliśmy się w piwnicy domu przy ulicy księdza Skorupki. I tam koczowałyśmy.
Tam się Pani znalazła z mamą i z siostrami?     Tak. Nie miałyśmy co jeść. Mamusia moja zaczęła wróżyć. Łatwo było wróżyć, że czeka podróż, wszystkich. Ludzie przybiegali do mamusi po te wróżby i dostawała za to a to kromkę chleba dla nas, a to coś. A w jednym mieszkaniu - poszła wróżyć do mieszkania, zaproszono nas - stały na parapecie miseczki z budyniem. I nigdy tak nie pragnęłam zjeść budyniu, jak wtedy patrząc na ten budyń i prosząc o ten budyń. A właścicielka mieszkania powiedziała, że to dla jej ukochanych kotów. Ja tego nie mogłam zrozumieć. Nie dostałyśmy tego budyniu. Zeszłyśmy do piwnicy i tam znowu - taki kąt był elegancko urządzony, tapczan, jakaś lampka, karbidówka (bo to się głównie karbidówką oświetlało), i żona jakiegoś powstańca, oficera (bo on ją odwiedzał), jadła pomidory i chleb z masłem. I ja podeszłam i patrzyłam... Nie podzieliła się ze mną. I też mi się to utrwaliło w pamięci. Ale mamusia już tego nie mogła wytrzymać. I postanowiła nas wyprowadzić na śmierć. Ja rozumiem, że matka patrząca na głodne dzieci nie może tego znieść. Teraz mogę to zrozumieć.
A jak długo Pani siedziała w tej piwnicy, przy ulicy Skorupki?     No, to mogło być tydzień, może więcej. I jeszcze pamiętam, że czytałam dzieciom tam zgromadzonym Przygody Koziołka Matołka. Siedziałyśmy na schodach do piwnicy, ja czytałam te Przygody Koziołka Matołka, oczywiście, jak to dzieci, zaśmiewałyśmy się - i wtedy "krowa" uderzyła i nas zmiotło do tej piwnicy. Ale nikomu się nic nie stało, Koziołek Matołek nas jakoś ochronił, no i mój Anioł Stróż, oczywiście.
     Posiłki z kuchni powstańczej, te zupy z kaszą, byłyby możliwe, gdyby można było się po nie dostawać - ale "gołębiarze" strzelali z dachów i jak ktoś przebiegał, przynajmniej w okolicach tej ulicy, to dużo osób ginęło i mamusia się nie odważała pójść po zupę dla nas. Wodę wiadomo, jak się zdobywało, wody też nie było, stało się w kolejkach. Miała tego dosyć. Mimo modlitw.
     Bo na podwórku - tam było takie podwórko-studnia, jak we wszystkich kamienicach warszawskich - była figura Matki Boskiej i tam się odbywały msze. Razem - powstańcy i ludność cywilna. Nigdy nie widziałam tak gorąco rozmodlonych ludzi, jak właśnie tam wtedy. I ja uczestniczyłam w tych mszach.
     Mamusia miała ze sobą obrazek świętego Stanisława Kostki, do którego miała szczególną atencję od lat swojej młodości. Pomodliła się, spojrzała na świętego Stanisława i mówi: "Dzieci, wychodzimy. Idziemy". Wzięła tobół i ruszyłyśmy - ulicą, środkiem, mimo tych "gołębiarzy", strzelaniny... To było niby spokojne Śródmieście - tak później czytałam w książkach: że dla powstańców, którzy ze Starówki wychodzili kanałami, w Śródmieściu to tak jakby oaza spokoju...
No tak - widzieli całe domy, szyby w oknach...     Natomiast ja pamiętam, że szłyśmy ulicą właśnie po stłuczonych szybach. Szłyśmy środkiem tej ulicy, nie kryjąc się nie biegnąc...
A czy mama mówiła, dokąd macie iść?     Powiedziała, że idziemy na śmierć. I myśmy szły. Jakoś kule nas omijały. Albo ludzie się ulitowali, nawet serca tych "gołębiarzy" może okazały się litościwe w takim momencie, widok takiej kobiety z trójką dzieci... Kiedyśmy doszły do jakiejś bramy, podmuch "krowy" - bo tak mówiono tam u nas: "krowa", nie "szafa", o ile pamiętam - podmuch "krowy" zmiótł nas do jakiejś bramy. I usłyszałyśmy rozmowę: "Nikt z tego domu na Skorupki nie wyszedł. A tam była taka kobieta z trójką małych dziewczynek..." A my tu stoimy całe, z mamusią. I z tym obrazkiem świętego Stanisława Kostki. I mamusia, skoro już wyszłyśmy niedraśnięte, to chciała wyjść w ogóle. Pyta pan, kiedy to mogło być? To musiało być długo, bo to był już wrzesień..




źródło:  http://www.banwar1944.eu/?ns_id=45

Translate